Dom kultury · Kozienice

Powrót po latach do Kozienic

Pan Magiczny w cylindrze na tle niebieskiej kurtyny świetlnej

W czwartek, 3 lutego, wróciłem do Kozienickiego Domu Kultury imienia Bogusława Klimczuka po kilku latach przerwy. Wystąpiłem tam razem z Martyną — dla widowni znaną wtedy jako Pani Ballonowa — z którą tworzymy duet od 2009 roku. Powroty do miejsc, w których już kiedyś się grało, są dla mnie zawsze trochę sprawdzianem: czy to, co się buduje przez lata, faktycznie się utrzymuje.

Program tego wieczoru kierowałem przede wszystkim do dzieciaków, ale tak, żeby rodzice się nie nudzili — lewitujący stolik, chińskie obręcze, przecinanie ręki i magiczne sznurki, które same zmieniały długość. Każdy z tych numerów miał swoją komediową otoczkę, bo dobrze wiem, że sam efekt to za mało — trzeba dać ludziom powód, żeby się jeszcze przy tym pośmiali.

Największe emocje, jak zwykle, wywołało przywołanie żywego, białego królika. To ten moment, w którym cała sala nabiera powietrza jednocześnie, a potem wybucha brawami — nieważne, czy siedzą tam sześciolatki, czy ich dziadkowie. Do sceny zapraszałem sporo ochotników z widowni, i młodszych, i starszych, bo najlepsze reakcje zawsze wychodzą wtedy, kiedy ktoś z publiczności sam na chwilę staje się częścią iluzji.

Na koniec, jak to w Kozienicach bywa, zostały wspólne pamiątkowe zdjęcia z ekipą. Dziękuję organizatorowi, P.W. Mozart Magic, oraz Gminie Kozienice i Kozienickiemu Domowi Kultury za to, że mogłem tu wrócić — i że to spotkanie po latach przerwy wyszło tak, jak sobie wymarzyłem.

Tak to wygląda na żywo

Zdjęcia archiwalne z tras Magicznych — klimat 1:1, sala za każdym razem inna.

Więcej niż spektakl iluzji…

To samo może wydarzyć się u Was