Magiczni SHOW · Łazy
Łazy krzyczały „łigli, łigli!” — dwa spektakle w MOK-u

Do Łaz wjechałem 5 lutego 2024 z całym busem sprzętu i planem na dwa komplety publiczności tego samego popołudnia. Sala widowiskowa Miejskiego Ośrodka Kultury nie jest duża, więc rozłożenie dwóch spektakli zamiast jednego było jedynym sposobem, żeby zmieścić ponad 120 dzieci razem z rodzicami — sala wypełniła się po brzegi, krzesło przy krześle.
Montaż zajął mi dobre dwie godziny przed pierwszym wejściem — trzeba było spiąć oświetlenie, sprawdzić każdy mechanizm i poukładać rekwizyty w kolejności, w jakiej wchodzą na scenę, bo między pierwszym a drugim spektaklem nie ma czasu na przestawianie wszystkiego od nowa. Lewitujący stolik i skrzynia do przecinania asystentki muszą stać dokładnie tam, gdzie je zostawiłem, inaczej cały rytm show się rozjeżdża.
Na scenę zawsze wybieram ochotników z widowni i w Łazach nie było inaczej — dzieciaki podchodziły odważnie, część rodziców też się zgłaszała, kiedy trik tego wymagał. Przy triku z lewitującym stolikiem i przy kartach czułem, że sala już jest ze mną, ale to przecinanie asystentki zawsze robi swoje — cisza, potem krzyk, potem brawa. W Łazach ten moment wybrzmiał wyjątkowo mocno, bo sala jest kameralna i każdy reaguje na żywo, bez dystansu.
Najbardziej zapamiętałem moment, kiedy znikający królik zniknął naprawdę — i cała widownia, młodsi i starsi, zaczęła krzyczeć „łigli, łigli!”. To jeden z tych okrzyków, których nie da się wyreżyserować — pojawia się sam, kiedy ludzie naprawdę nie wiedzą, co właśnie zobaczyli. Powtórzyło się to przy obu spektaklach, więc wiem, że to nie był przypadek jednej publiczności, tylko coś, co w tej sali działało za każdym razem.
Po drugim spektaklu, już przy rozkładaniu sprzętu na powrót do busa, zostało mi tylko podziękować ekipie Miejskiego Ośrodka Kultury w Łazach za sprawną organizację obu wejść — bez ich pomocy przy scenie i widowni dwa komplety jednego popołudnia po prostu by się nie udały.

